Dlaczego zostałam doradcą zawodowym?

Zanim zaczęłam swoją przygodę z doradztwem zawodowym, przez rok sama szukałam pracy. Przechodziłam więc przez każdy etap tego procesu. Najpierw była gotowość na zmiany, zapał, pisanie CV i wysyłanie aplikacji na ciekawe oferty. Wybierałam, przebierałam, kręciłam nosem. Chodziłam również na rozmowy, z których nic nie wynikało. Zaczynałam nawet kilka okresów próbnych, ale te kończyłam po tygodniu. To nie były zajęcia dla mnie. Płynnie przeszłam do etapu, kiedy nie byłam już tak wymagająca i odpowiadałam na coraz więcej ogłoszeń, łapałam się projektów dodatkowych, pomagałam znajomym. Pojawiła się złość i frustracja. Nie będę opisywać wszystkiego, ale  było ciężko…

Moje początki w Architektach Kariery, czyli pierwszej pracy po długotrwałym bezrobociu, też nie należały do najłatwiejszych. Ofertę pracy znalazłam, na facebooku. Opublikowała je moja koleżanka, która była tam na stażu. Odważyłam się napisać do niej z pytaniem, co to za posada i co sądzi o tej firmie. Chwilę porozmawiałyśmy. Podała mi kontakt do osoby, bezpośrednio odpowiedzialnej za rekrutacje. Postanowiła też udzielić mi rekomendacji. Opowiedziała headhunterowi o mnie, dzięki czemu dostałam się do procesu rekrutacyjnego. Moja rozmowa kwalifikacyjna okazała się katastrofą, ale z jakiegoś powodu dano mi drugą szansę, zostałam zatrudniona na okres próbny. I tym razem nie uciekłam.

Niestety nic nie szło jak z płatka. Wszystko było nowe, branża, kultura organizacji pracy, typ klienta, zespół. Miałam postawione cele i zadania, których nie udało mi się zrealizować. Trzy miesiące minęły, a ja miałam za sobą wzloty i upadki. Szczerze mówiąc, czułam, że moja przygoda ma się ku końcowi, a na to zgodzić się nie mogłam. Pamiętam jak poszłam do mojej pani prezes, tak zwyczajnie, bez uprzedniego przygotowania. To była spontaniczna decyzja, którą podjęłam pod wpływem emocji. Przekraczając próg jej gabinetu wiedziałam jedno, muszę zostać. Dlaczego? Bo ja się nie poddaję, nie oddaję nic bez choćby próby walki. Usiadłam i zadałam pytanie „czy jeśli nie zrealizuję swoich założeń, pożegnamy się?”. Dostałam dodatkową szansę, którą udało mi się wykorzystać. Zostałam.

Dlaczego o tym piszę? Bo dziś miałam bardzo ciężki dzień, podsumowujący to co robię. Musiałam przypomnieć sobie ile trudu włożyłam w zdobycie pracy, w której czuję się dobrze. Dziś zrobiłam sobie przystanek STOP, przypomniałam sobie, dlaczego jestem doradcą zawodowym i dlaczego nie mogę poddać się zmęczeniu. Dziś mierzyłam się w pierwszym stadium wypalenia zawodowego i wygrałam !!!

Moim głównym celem jest przywrócenie wiary, którą ja tez kiedyś straciłam. Przejrzałam maile, zrewidowałam listę moich klientów. To już ponad 4000 osób.

Przeprowadziłam rozmowy z mobbingowanymi kobietami. Wspierałam żołnierzy, nie umiejących odnaleźć się w cywilu, mierzyłam się z emocjami ludzi wypalonych zawodowo, w wieku przedemerytalnym. Przebijałam się przez dumę i ego, aż w końcu docierałam do strachu i zażenowania. Rozmawiałam z osobami na skraju załamania nerwowego. Słuchałam zwierzeń, poznawałam marzenia. Wspierałam ludzi, którzy stracili grunt pod nogami. I wiecie co? Czułam, że muszę im pomóc zarządzić tą sytuacją, bo z jakiegoś powodu tak się przede mną otworzyli. Zaufali mi. Obnażyli swoje słabości,  swoje lęki i to właśnie ja musiałam coś z tym zrobić. I zarządzałam, pomagałam stawiać pierwszy krok, przygotowywałam do procesu zmiany pracy. Dzięki temu mam okazję razem z nimi przeżywać chwile radości, kiedy dostaję kolejny telefon, sms, mail z wiadomością, że „mój” klient zmienił swoje życie zawodowe. Uwielbiam to uczucie. Skaczę z radości, napełniam się tą niesamowitą energią, śmieję jak nienormalna. Chwalę, dopinguję, jestem z nimi dalej. Z wieloma osobami jestem na stopie koleżeńskiej. To niesamowite uczucie, kiedy uświadamiam sobie, że dołożyłam jakąś malutką cegiełkę do ich szczęścia.

I to jest właśnie sens tego wszystkiego. Po to idę codziennie do pracy, siadam przy biurku, otwieram maila i zaczynam poznawać kolejne historie. Czasami odkrywam początek, ktoś inny opowie kilka „środkowych”wątków, ale nigdy nie wiem jak to wszystko się skończy, bo zakończenie często piszemy wspólnie.

Dzielę się tym z Wami, bo gorąco wierzę, że każdy z nas powinien raz na jakiś czas przypomnieć sobie dlaczego robi to co robi. Jeśli nie widzisz sensu w swojej dotychczasowej działalności, może czas to zmienić?

Podsumuj, zrób sobie przystanek STOP i zastanów się ile pracy włożyłeś w to, by być w tym miejscu, w którym teraz jesteś. Czy było warto? A może czas, podjąć nowe wyzwania?

Ja już sobie odpowiedziałam, czas na Ciebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *